Jelitowe zoo

Sojusz z bakteriami zaczynamy w chwili narodzin.
Przechodząc przez kanał rodny matki jesteśmy zasiedlani przede wszystkim przez Eschericha coli i inne Enterobacteriacae, oraz Enterococci.
Cały proces wydawać się może mało higieniczny, ale nasze mamy dały nam w chwili porodu starter zasiedlający nasze jelita dobrymi bakteriami.

 

Posiadanie dobrej kolekcji startowych bakterii w pierwszych chwilach życia, może mieć wpływ na stan zdrowia dziecka w późniejszym okresie, oraz (w mojej opinii) mniejszą podatność czynników środowiskowych na włączenie niekorzystnych polimorfizmów genetycznych.


Jak ważne są bakterie w pierwszych chwilach dziecka pokazuje fakt, że w mleku matki znajdują się oligosacharydy, które są tak złożone, że niemowlę nie jest wstanie ich strawić. Kobieta w czasie laktacji żywi dziecko, oraz jego bakterie.

Mleka modyfikowane w których znajdują się oligosacharydy, oraz bakterie probiotyczne, są wynikiem pracy naukowców i technologów żywności. Mleko mamy to tysiące lat ulepszeń w czasie długiej i skomplikowanej ewolucji.
Często słyszę od mam, że dziecko świetnie czuje się na pokarmie mamy, a gdy tylko przechodzi na mieszanki mleczne, zaczyna się dramat. Niestety nie jesteśmy w stanie tak dobrze odwzorować naturę.

 

Najciekawszym elementem bytu naszej flory jelitowej, są ciągłe negocjacje pomiędzy naszym układem odpornościowym, a mikrobami jelitowymi.
Układ odpornościowy chce utrzymać bezpieczny dystans wobec „obcych” komórek (bakterii), zaś bakterie chcą być bezpieczne w jelitach. Siła tych wzajemnych zależności zależy od wielu czynników jak np. rodzaju pożywienia, antybiotykoterapii, probiotykoterapii, a nawet stresu.

 

Ekosystem jelita jest bardziej złożony niż nam się wydaje. W jelicie znajdują się mikroorganizmy, które są bardzo pomocne, mikroorganizmy względnie chorobotwórcze i patogeny.
Może zdarzyć się, że układ odpornościowy pomyli się, atakując dobre bakterie, a chorobotwórcze zignoruje. Lekarze również mają z tym problem, interpretując wyniki badania mikrobiologicznego i podejmując decyzje o leczeniu antybiotykami. Zwłaszcza, że mikroorganizmy potencjalnie chorobotwórcze mogą czasem nam nawet pomagać.

Dobrze znana bakteria występująca w żołądku H. pylori wywołująca wrzody dwunastnicy, a nawet raka żołądka, zasiedla układ pokarmowy u około 80 % populacji. Nie wszyscy odczuwają jej obecność, a badania naukowe wskazują nawet, że jej występowanie w żołądku, ogranicza zachorowalność na astmę i alergie u dzieci. Zauważono, równie, że brak tej potencjalnie chorobotwórczej bakterii, zmniejsza ilość limfocytów T regulatorowych (hamujących proces zapalny).
Taka sama sytuacja dotyczy pasożytów takich jak włosogłówka i tęgoryjec. Są prowadzone badania nad ich działaniem leczniczym w przypadku leczenia wrzodziejącego zapalenia jelita grubego, astmy, choroby Crohna.
Prawdopodobnie sytuacje te, są spowodowane tym, że mikroorganizmy ewoluowały z nami i stawały się nauczycielami dla naszego układu odpornościowego.

 

Rozumiem, że zrobiłam tym zamęt.
Chcę tutaj podkreślić, że nie wszystko w mikrobiologii jest oczywiste. Bowiem może okazać się, że potencjalnie chorobotwórczy mikroorganizm może nam pomóc, a nie zaszkodzić. Wszystko zależy nie od tego czy występuje, ale jak się zachowuje.
To zjawisko nazywane jest amfibiozą. Występuje gdy dwa organizmy tworzą związek, który jest symbiotyczny (korzystny) albo pasożytniczy (niekorzystny), w zależności od sytuacji.
Dlatego jestem przeciwna nadużywaniu antybiotyków, leków przeciwgrzybiczych i przeciw-pasożytniczych. Najliczniejszą grupą odbiorców tych leków to dzieci.  
Jeszcze gorszą sytuacją jest fakt leczenia dzieci na podstawie objawów, co ma często miejsce w przypadku rzekomej inwazji pasożytniczej, grzybiczej bez standardowej diagnostyki.
Standardowa diagnostyka parazytologiczna, to badanie kału na obecność jaj lub innych form rozwojowych pasożytów.
Standardowa diagnostyka mikrobiologiczna to hodowla bakterii na specjalnych podłożach i identyfikacja wraz z antybiogramem. To samo dotyczy grzybów (posiew- mykogram).
Leki zwalczające patogeny, powinny być zapisane przez lekarza w sytuacji występowania objawów chorobowych i potwierdzonej diagnostyki. Te dwa elementy muszą się pojawić, aby leczenie było zasadne.

 

Co zrobić aby ekosystem jelit był stabilny?

 

Aby zacząć myśleć o probiotykoterapii powinniśmy wiedzieć kilka spraw.
Bakterie probiotyczne, w przeciwieństwie od tych bytujących w jelicie na stałe (flora właściwa) są tylko chwilowymi pomocnikami.
Co nie oznacza, że układ odpornościowy ich nie zauważa. Wręcz przeciwnie, po probiotykoterapii wypróżnienia się stabilizują, łatwiej radzimy sobie z infekcjami, czy skraca się czas biegunek. Człowiek probiotyki spożywał już od dawna, choćby poprzez fermentowaną żywność.

Niestety naukowcy nie wiedzą jak dokładnie działają bakterie probiotyczne dostarczane w probiotykach. Jest sporo zagadek w tym obszarze. Jednak istnieją dowody mówiące, że przechodzenie przez nas bakterii porbiotycznych pobudza siły organizmu do obrony przed patogenami. Probiotyki mogą grać rolę fantomów na których trenuje nasz organizm.
Zauważono, że probiotyki mogą wzmacniać barierę ochronną jelita, poprzez stymulowania komórek do produkcji mucyny (białkowego cementu jelit).
Często zadajecie pytania: Dlaczego słabo toleruje probiotyk, skoro komuś innemu pomaga?
Odpowiedź nie jest prosta. Efekt działania probiotyków jest różny i nie do końca wiemy jak faktycznie działają.
Do tego dochodzi fakt, że spożycie organizmów żywych zawsze będzie skutkowało interakcją z już występującymi mikroorganizmami w jelicie danej osoby. Wiemy, że każdy z nas ma swoistą, unikalną kolekcję mikroorganizmów, niemal jak linie papilarne.
Zatem probiotyk A u osoby 1 może działać zupełnie inaczej niż u osoby nr 2.

Mikroflora jelit jest w ciągłej dynamice i może zmieniać się nawet z dnia na dzień. Dlatego działanie probiotyku też może stać się z czasem inne.
Można przypuszczać, że naturalna żywność fermentowana, zawierająca różnorodną kolekcje mikroorganizmów będzie bardziej korzystna, niż sztuczne probiotyki, które muszą przeżyć uśpione w kapsułce, a potem przejść przez niekorzystne środowisko, aby móc w jelicie ożywić się i jeszcze zadziałać.
Produkcja probiotyków to trudna technologia, wobec czego nie jest ona tania. Jeśli chcemy kupić probiotyk za mniej niż 30 zł, zrezygnujmy z zakupu w ogóle. Nie będzie miał żadnej jakości.
Niestety probiotyki nie są klasyfikowane jako leki, nie muszą przechodzić skomplikowanych testów.
Zwracajmy uwagę czy probiotyk ma podwójną nazwę np. Lactobacillus rhamnosus lub Bifidobakterium longum oraz szczep Lactobacillus rhamnosus GG.
Ze względu na niepowtarzalny skład mikroflory każdego z nas i na to, że nie sposób przewidzieć który szczep i w jakiej ilości i w jakim przypadku pomoże, powinno się szukać, takich, które dobrze będą współgrać z naszą florą jelita.
Najlepiej wybierać probiotyki zawierające kilka szczepów bakterii, bo lepiej naśladują różnorodność mikrobiologiczną występującą naturalnie w produktach fermentowanych.

 

Probiotyk, który wywołuje nieprzyjemne wzdęcia, nadmierne gazy, a nawet bóle głowy należy odstawić. Delikatne objawy mogą trwać do 4 dni, nie dłużej.
Właściwy probiotyk, to większa regularność i łatwość w wypróżnianiu. Stolec jest gładki, miękki, bez trudności przesuwania się w jelicie, a jego wygląd to podłużny jednolity kawałek, bez spękań.


Kolejną ważną sprawą i trochę bagatelizowaną jest dieta dla mikroorganizmów.

Uważam, że jest ważniejsza niż sama probiotykoterapia!!!
Mikroorganizmy w naszym jelicie są całkowicie uzależnione od naszych wyborów żywieniowych.
Gdy postanawiamy dbać o większą różnorodność bakterii z żywności i probiotyków, należy pamiętać, że czynnikiem od którego będzie zależeć czy i jakie mikroby zasiedlą na dłużej jelita, będzie dieta.

 

Dla przypomnienia, bakterie odżywiają się błonnikiem, czyli węglowodanami, które są wcale, lub trudno strawne przez człowieka. Błonnik ten przesuwa się w niższe partie jelita grubego, gdzie bakterie są skolonizowane i tam zaczyna się jego trawienie dzięki bakteriom.
Kiedy np. spożywamy pieczywo z mąki grubo mielonej, nasze enzymy trawienne nie działają tak bardzo efektywnie, żeby w krótkim czasie przesuwania się treści pokarmowej przez układ pokarmowy, mogły pociąć wszystkie wiązania węglowodanowe. To powoduję, że część z nich przesuwając się dalej, trafia do głodnej flory jelitowej.
Aby wyobrazić sobie jak dieta reguluję i steruje florą jelit, wystarczy przypomnieć sobie proces rozmnażania bakterii. 
Jedną z niezwykłych zdolności bakterii, jest szybkie tempo rozmnażania. Poprzez podział komórek, są w stanie podwajać swoją liczbę co każde 30-40 minut. Gatunki bakterii, które żywią się produktami najczęściej jedzonymi przez danego człowieka, w dość krótkim czasie stają się bardzo liczne.
Gatunki, które potrzebują pożywienia, nienależącego do jadłospisu gospodarza w krótkim czasie stają się mniej liczne, a nawet mogą wymierać. Niektóre z nich żywią się warstwą śluzu pokrywającego jelito (mucyny), aby móc przetrwać, jednocześnie niszcząc warstwę ochronną błony śluzowej jelita. 

Ta plastyczność w zmianach diety człowieka pomagała w sytuacjach, zmian sposobu odżywiania naszych przodków związanych np. z cyklami pór roku. Jest to dla nas ważna informacja do tego, aby zakładać, że zmiana diety może w szybki sposób odbudować naszą właściwa florę jelitową.

 

Nasi przodkowie, prowadzący zbieracko – łowiecki tryb życia spożywali około 100-150 g różnorodnego błonnika dziennie.
Takie liczby w spożyciu błonnika utrzymują się jeszcze w wśród plemion, badanych przez naukowców, żywiących się upolowanymi zwierzętami, jagodami, owocami i nasionami baobabów, miodem i bulwami roślin. Plemiona te dostarczają naukowcom informacji o właściwym mikrobiomie człowieka. Flora jelitowa człowieka Zachodu, jest już tak dalece zmieniona, że nie nadaje się do badań. Dla porównania, my ludzie Zachodu, spożywamy około 10-15 g błonnika dziennie.

 

Węglowodany proste, czyli żywność mocno przetworzona: biała mąka, cukry proste są wchłaniane w jelicie cienkim i do jelita grubego już nie dochodzą. Gdy błonnika jest mało, bakterie głodują. Gdy jest mało zróżnicowany, różnorodność bakterii może również spadać.
Niektóre gatunki bakterii lubią błonnik z cebuli, inne zaś błonnik z fasoli, a jeszcze inne z bananów.
Dlatego dostarczajcie różnorodny błonnik: z owoców (jabłka ze skórkami), warzyw, nasion roślin strączkowych, orzechów, kasz, pestek np. słonecznika, dyni.
Zdobycie wystarczającej ilości błonnika dziennie może być trudne. Ale jeśli ugotujecie rośliny strączkowe w większej ilości i będziecie dodawać je np. do zup, sałatek dań z ryżu i będą one zawsze pod ręką, możemy w łatwy sposób zadbać o dostateczną ilość błonnika. Ponadto jedzmy pestki słonecznika, dyni, orzechy, suszone owoce, surówki.
Błonnik wprowadzajcie powoli do diety i stopniowo zwiększajcie ilość, aby dać czas procesom fermentacyjnym na przystosowanie się do większej ilości błonnika trawionego przez bakterie. Wprowadzanie błonnika powoli spowoduje, że nie będziesz odczuwać wzdęć. Gdy osiągniesz już optymalny poziom ilości błonnika, staraj się utrzymać tą ilość.
Tolerancja nasion strączkowych jest indywidualna. Jeśli zobaczysz, że mimo powolnego wprowadzania ciecierzycy odczuwasz znaczny dyskomfort, spróbuj małych fasolek pinto, adzuki lub soczewicy.
Nasiona roślin strączkowych, należy zawsze przed ugotowaniem namoczyć (najlepiej całą noc). Wodę odlać i gotować w świeżej, soląc przy końcu. Strączki gotujemy w otwartym garnku (bez pokrywki). W ten sposób pozbywamy się antyodżywczych lektyn.

 

Istnieje również hipoteza, która mówi, że higiena (np. stosowanie odkażaczy w toaletach) przyczyniła się do spadku różnorodności bakterii w jelitach dzieci. Nie do końca zgadzam się z tymi założeniami. Gdyby faktycznie tak było, dzieci np. nie miałyby infekcji. Chorują dlatego, że spotykają mikroby. Do tego dochodzi skażenie środowiska i żywności, więc układ odpornościowy naszych dzieci pracuję pełną parą.
Zgadzam się natomiast, że zabawa w środowisku w którym dziecko przebywa stale (jego ogród, dom, zwierzak regularnie odrobaczany) bez mycia rąk, może wzbogacić kolekcje bakterii jelitowych o np. bakterie glebowe, które też znajdują się w jelitach. Zapytacie, czy brudne dziecko to zdrowe dziecko?

 

Unikanie ekspozycji na mikroorganizmy chorobotwórcze jest oczywiste. Dlatego po komunikacji miejskiej, ośrodku zdrowia, przedszkolu, szkole należy zawsze umyć ręce. Jednak po zabawie ze swoim psem, nie ma takiej potrzeby.
Obecność psa czy innego zwierzaka, zwiększa ekspozycje dziecka na mikroby z otoczenia, zwiększając różnorodność bakterii w jelitach.

 

Mikrobiologia zawsze będzie mnie fascynować, bo to nie jest nauka zero- jedynkowa. Nic nie jest oczywiste, a zależności mikroorganizmów, ustalanie hierarchii, budowanie ekosystemu i wpływ czynników zewnętrznych na to całe mikrozoo wymaga ogromnej wiedzy i jest bardzo ciekawe.
I tutaj przytoczę jeden z moich ulubionych cytatów:
„Organizm, to nie technika rakietowa. Jest znacznie bardziej skomplikowany”

 

 

 

  1. Alanna Collen „Cicha władza mikrobów”
  2. Justin Sonnenburg, Erica Sonnenburg „Zdrowie zaczyna się w brzuchu”
  3. http://www.medicalnews.ump.edu.pl/uploads/2009/3-4/231_3-4_78_2009.pdf
  4. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1774382/
  5. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3888205/
  6. http://www.pm.microbiology.pl/web/archiwum/vol5112012027.pdf

 

 

 

 

 

Monika Czerepak - ZnanyLekarz.pl